„Królowa dysku, czyli wspomnienie o Jadwidze Wajsównie”


„Królowa dysku, czyli wspomnienie o Jadwidze Wajsównie”

Tam, gdzie Poprzeczna ze Skargi się łączy,

Księga pokoleń nigdy się nie kończy.

Tam nieustannie w parze z troską heca

Chodzą, a z góry królowa przyświeca.

Mijasz codziennie progi tej szkoły,

Gdzie ze sztandaru Jej wzrok wesoły…

Mówi: „Odwagi! Dasz sobie radę!

Każdy ma swoją olimpiadę!”

Gdy Cię niemiło życie zaskoczy,

Wiedz: też Jej nieraz wiatr zawiał w oczy.

Pięcioro ich państwo Wajsowie mieli,

Dbali o dzieci, jak tylko umieli.

Mała Jadwiga z braćmi swoimi

O piłce nożnej skrycie marzyli…

Choć tato wstawał do pracy co rano,

Na przyjemności wciąż brakowało.

Sportowy dryg rodzice dostrzegli

I do „Sokoła” Jadwigę powiedli,

Gdzie sportowego bakcyla połknęła,

Skrzydła kariery swej rozwinęła.

Tam po raz pierwszy poznała, że marzenia

Są czymś realnym, gdy chcemy, do spełnienia.

Tam po raz pierwszy poczuła moc dysku

I równych Jadzi nie było na boisku.

Gdy ją szesnasta wiosna przywitała,

Sportowej pasji cała się oddała.

Bieganiem witała i dzień kończyła,

Takie w niej było zacięcie i siła.

Niedługo potem rozeszły się wieści,

Gdy dysk jej przemierzył metrów czterdzieści

Prawie… na łódzkiego stadionu murawie.

Lecz nie skończyło się na tej sprawie…

Tak się Jadwiga mocno starała,

Że Ameryka ją przywitała.

Wśród wielkich nazwisk zachwyt wzbudziła,

Brązowy medal Polsce zdobyła.

Ze srebrem wróciła z igrzysk w Berlinie,

Lecz było mało zdolnej dziewczynie!

Aż niespodziewanie miłość do Niej przyszła

I w „Mateuszu” za mąż Jadzia wyszła.

Dzień ślubu był aż tak wyjątkowy,

Że zatrzymano ruch tramwajowy!

Po wszystkim młoda para tłum gapiów opuszcza

I na Kilińskiego korzenie zapuszcza.

Pasmo sukcesów wojna przerwała,

Więc do Japonii nie pojechała.

Choć ślubowanie wiosną złożyła,

W Tokio na igrzyskach nie wystąpiła.

Wojna Jadwigę matką zastała,

Gdy dwoje dzieci wychowywała.

Od okupanta do stolicy uciekła

I tam dopiero doznała piekła.

Tak „Wajs” nazwisko Jadwigi brzmiało,

Zostać Jej Niemką proponowano.

Utratą życia prawie przypłaciła,

Gdy propozycję odrzuciła.

Gdy podczas powstania Warszawa zagorzała,

Rodzina Wajsówny do Bochni uciekała,

Stamtąd do Pabianic wreszcie powracała,

Gdzie Jadwiga pierwszego męża pochowała.

Wreszcie wojna minęła, lecz do sportu uczucie

Zostało i na wieść o Londynie poczuła ukłucie.

Pojechała, choć na podium sił nie wystarczyło…

Zrozumiała Jadwiga, że coś się skończyło.

Koniec jest początkiem dla takich, jak ona:

chore dzieci, sieroty wzięła w swe ramiona.

Młodzież trenowała w klubie sportowym,

a z sąsiedztwa dzieci przy stole pingpongowym.

Do kresu życia w Pabianicach mieszkała:

„Tutaj jest moje życie” – tak wtedy mawiała.

Choć los ją ciężko doświadczał, zawsze dała radę,

Odbyła celująco ziemską olimpiadę!

Tu, gdzie Poprzeczna ze Skargi się krzyżuje,

Dzień w dzień ze sztandaru Tobie dopinguje,

Mówiąc: „Nie bój się w życiu daleko celować,

Tylko tak cię w pamięci będą ludzie chować!”

                                                                         Agnieszka Janusek

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.